W Chicago spędziłam w sumie cztery dni, głównie krążąc w poszukiwaniu kawiarni, cukierni i lodziarni. Poszukiwania były na tyle intensywne (i owocne), że chwilowo mam dość słodyczy… Jak w każdym wielkim mieście potrzeba sporo czasu by odkryć i poznać te najciekawsze miejsca. Zwykle omijam „topowe” atrakcje turystyczne i szukam ciekawych miejsc według własnego klucza, który uwzględnia oczywiście jedzenie (przede wszystkim słodycze, ale nie tylko) i klimatyczne, piękne miejsca. Tych w Chicago naprawdę nie brakuje!
Nie udało by mi się zobaczyć tego wszystkiego gdyby nie Agata, która cierpliwie mnie woziła, zamawiała (i próbowała) ze mną kolejne porcje ciast i deserów, choć po drugim deserze tego samego dnia wolałaby coś słonego 