Tak jak zawsze, w niedzielę, śniadanko musi być rodzinne, zjedzone w czwórkę, przy stole. Wtedy to jest najwięcej rozmów, śmiania się. Brakowało mi tego w chorobie, przez którą bardzo się z rodziną oddaliłam. Wracając do tamtych chwil, żałuję tego naruszonego kontaktu. Teraz wszystko odbudowujemy. Będzie dobrze.
kanapki z maminym twarogiem i pomidorem
Wczoraj bardzo, bardzo udana domówka u W. :D dawno się tak nie uśmiałam. Tego było mi trzeba, bo chyba od początku roku szkolnego nie było takich spotkań, w stałym gronie. No co tu dużo mówić.. było super :D Dzisiaj zamiast się wyspać, nastawiłam budzik na 6:30, żeby pouczyć się biologii. Jejku, tyle nauki to ja dawno nie miałam. No ale kto powiedział, że w liceum będzie łatwo? Damy radę, luzik :> Moje nastawienie do życia coraz bardziej mi się podoba. I oby się tego trzymać, a będzie dobrze :)
Do Kościoła na 11:30 na spotkanie do bierzmowania. Jak wyrobię się z nauką, to może znowu spotkam się z J.? Jestem na TAK! :D
Macie jeszcze zdjęcie z Balu. Bo tak jakoś wczoraj oglądałam je 100 razy :>
Miłej niedzieli! :)