fot. Sierpniowy Sztokholm wczesnym wieczorem
Loty przeglądałam pod koniec maja i trafiłam na dość niskie ceny Ryanaira. Z usług tej linii lotniczej lub WizzAir warto skorzystać, jeśli chcemy tanio dolecieć do stolicy Szwecji. Najwięcej najtańszych lotów jest z Gdańska, ale nam udało się także trafić na niedrogie (niecałe 100zł w jedną stronę za osobę) bilety z Krakowa. Wylot w czwartek wieczorem, powrót w niedzielę wieczorem.
Z noclegami sprawa nieco się komplikuje, ponieważ nawet najtańsze noclegi w Szwecji dla nas, Polaków, osiągają dość wysokie ceny - 80zł za łóżko w hostelu w sali kilkunastoosobowej, razy dwie osoby, razy trzy noce - średni interes. My postanowiliśmy skorzystać z serwisu airbnb, gdzie za taką samą cenę (160zł za pokój za noc) mieliśmy przynajmniej kawałek przestrzeni tylko dla siebie oraz higieniczne warunki. Na miejscu okazało się, że nasza gospodyni jest przesympatyczną, nieco zakręconą Szwedką (pracowała jako przedszkolanka i kierowca tira!), a za ścianą mieszkała młoda Brytyjka.
fot. A tutaj spaliśmy - prosto, czysto i wygodnie
Tanie linie lotnicze lądują na lotnisku Skavsta, które tak naprawdę leży 100 km od centrum Sztokholmu. Dojechać można na kilka sposobów:
1. Samochód, u nas odpadł od razu ;)
2. Bezpośredni autobus - Flygbussarna. Czas jazdy: niecałe 1,5h. Koszt: 139 SEK od osoby. Jedyny problem - ostatni autobus odjeżdża przed północą, a pierwszy jest dopiero koło 7 rano. Trzeba być także ostrożny z godziną powrotu ze Sztokholmu oraz stawić się na przystanku/dworcu trochę wcześniej, bo może zabraknąć miejsca.
3. Autobus lokalny, kursujący do Nyköping (bilet ok 24 SEK), skąd możemy wziąć pociąg. Ceny za pociąg są bardzo różnorodne - generalnie im wcześniej kupimy bilet, tym lepiej. Co więcej, jeśli kupimy bilet na mało popularne godziny np. o nieludzkiej porze 6 rano to zapłacimy jeszcze mniej. Nam udało się kupić bilety za ok 60 SEK za osobę.
fot. W okolicy lotniska przed 5 rano :)
Nasz samolot lądował tuż przed północą, więc wiedzieliśmy, że nie ma szans zdążyć na transport zaraz po przylocie. Założyliśmy, że prześpimy się na lotnisku. Na miejscu okazało się, że Skavsta to naprawdę maleńki port lotniczy, a krzesła są drewniane, twarde i mało wygodne. Uratował nas hotel tuż obok lotniska - 60 EUR za noc, pokój z łóżkiem piętrowym, wspólna łazienka, śniadanie w cenie (bufet od 4 rano!). Po szalonych czterech godzinach snu znów byliśmy na nogach, by złapać pierwszy autobus na stację, skąd jechaliśmy pociągiem do centrum.
Przygotowując się do wyjazdu wybraliśmy kilka najważniejszych miejsc, do których chcieliśmy zajrzeć, a po podliczeniu kosztów wyszła nam spora suma. Do tego bilet trzydniowy na komunikację miejską i mina nam nieco zrzedła. Postanowiliśmy nieco zaoszczędzić i zamówiliśmy Stockholm Card - karta obejmuje przejazdy komunikacją miejską oraz pozwala na "bezpłatne" wejście do większości muzeów i atrakcji w Sztokholmie. Oczywiście wejścia tak naprawdę nie są bezpłatne, bo karta na 3 dni to koszt 825 SEK za osobę, ale nam po podliczeniu wejściówek i komunikacji wychodziło sporo ponad 1000 SEK na głowę. A liczyliśmy tylko kilka najważniejszych miejsc, które zamierzaliśmy odwiedzić - karta pozwoliła nam na większą swobodę i odwiedzenie miejsc, które nagle postanowiliśmy zobaczyć.