Moi drodzy Czytelnicy,
jestem Wam winna OGROMNE przeprosiny za pozostawienie strony razem z Wami na tak długi okres czasu.
Blogu nie pozostawiłam jednak w stanie całkowitego "odłogu", cały czas towarzyszyłam Wam w pieczeniu, obserwując Wasze poczynania dzięki komentarzom :)
Brak nowych przepisów wynagradzam dziś zdjęciami wypieków z całego roku, do których zredagowane przepisy ukażą się tutaaaaj już niebawem. Dziękuję Wam za to, że ciągle jesteście, bowiem to właśnie dzięki Wam strona dalej trwa! ☺♥
Dziś ukazuję tylko przedsmak wypieków w formie zdjęć, jakie udało mi się uchwycić w całym natłoku wielkich zmian i masy pracy :)
Zaczniemy od niebiańskich wręcz pączków włoskich o dźwięcznej nazwie Bomboloni - delikatne ciasto, jakim otoczony jest prosty w wykonaniu, acz niebanalny w smaku crème pâtissière, w moim odczuciu nie pozostawia już wiele do życzenia... Może poza
szklanką mleka :)
Drugą propozycją dla łasuchów jest świąteczny keks z bakaliami - zapewniam Was, że radość z przygotowania tak łatwego do upieczenia, lecz wytwornego ciasta trwać będzie przez długi czas, nawet, gdy po cieście nie pozostaną nawet okruszki! ☺
Bułgarski chlebek słonecznikowy z kolei na pewno przyciąga uwagę swoim kształtem, smakiem natomiast przypomina maślane bułeczki. Tak wymyślna forma, w jakiej został upieczony gwarantuje zachwyt rodziny, czy gości, a zarazem dodatkową rozrywkę związaną z "dzieleniem się wypiekiem" przy każdej uczcie :)
Bezowy tort zainspirowany smakiem Pina Colady swego czasu zastąpił jednej Jubilatce tort urodzinowy. Uważam, że najlepszą jego rekomendacją jest fakt, iż nikt nie zatęsknił wówczas za tradycyjnym biszkoptem z kremem ;)
Historia tego szalonego makowca zostanie przeze mnie skrupulatnie przedstawiona w osobnym wpisie, jednak muszę tutaj nadmienić, że to ciasto musiało zostać upieczone w około sześćdziesięcioletnim piekarniku elektrycznym, a jego smak i wygląd zawsze sam się broni na świątecznym stole ☺ Przedstawiam Wam tradycyjny makowiec!
Piernik staropolski został ostatnimi czasy rozsławiony na całą Polskę, a może przepis ten dotarł już o wiele, wiele dalej? Co nie zmienia faktu, że prezentuje on zdecydowanie "wypieki z klasą" - dzięki dojrzewaniu przez kilka tygodni surowe ciasto piernikowe nabiera wybornego aromatu. To doskonała alternatywa świąteczna, bowiem pieczenie go wskazane jest na kilka dni przed świętami, przez co kolejne dni przed Wigilią obfitują w większy spokój.
Ostatnim punktem z mojej małej "come back'owej" listy niechaj będzie bardzo proste ciasto ucierane, z malinowym nadzieniem i dużą ilością słodkiej, bezowej pianki wieńczącej górę.
Przepis na nie po tak długim czasie mógł zapodziać mi się w ciemnych odmętach kuchennej szuflady, jeśli jednak uznacie, że okaże się on przydatny, piszcie, postaram się go dla Was odnaleźć! :)
Pozdrawiam i powodzenia w pieczeniu,
Zosia