Choruję/kuruję się dalej. A jak wiadomo kurowaniu sprzyjają domowe pyszności. Brakowało mi jakiejś słodkości, miałam apetyt na konkretne ciacho, francuskie z jabłkami. Brat mi nawet takie kupił,ale nie było zbyt udane. Bardzo suche, praktycznie bez nadzienia, smakowało zupełnie nijako. A ja przecież tak kocham połączenie francuskiego ciasta i jabłek. Dlatego też wysłałam brata na zakupy, ciastka postanowiłam zrobić sama. A te ciastka robi się naprawdę błyskawicznie. Wystarczy 5 minut i lądują w piekarniku. A jakie są wspaniale. Smakują wyjątkowo i na ciepło, jak i po wystudzeniu. Idealnie wypieczone, bardzo chrupiące, z wyraźnym migdałowym smakiem. W środku czeka pełnia nadzienia. Mnóstwo jabłek, żurawiny, znalazło się też miejsce na malinowy smaczek. Taka kombinacja okazała się po prostu idealna. Wszyscy zajadali się ciastkami z dużą przyjemnością. Ja także nie mogłam się opanować i zjadłam je zaraz po wyjęciu z piekarnika.
Przepis dodaję do akcji
Błyskawiczne piątki
Składniki na 6 ciastek:
2 arkusze ciasta francuskiego
3 średnie jabłka (niezbyt twarde)
Łyżka kokosowego cukru
Łyżeczka cynamonu
2 garście żurawiny suszonej
Garść rodzynek
2 garści płatków migdałowych
Skórka otarta z połowy cytryny
6 niepełnych łyżeczek malinowej konfitury
Dodatkowo:
2 łyżki mleka
Łyżka brązowego cukru
Duża garść migdałów
Rodzynki i żurawinę zalewam wrzątkiem, odcedzam.
Arkusz ciasta francuskiego umieszczam na blaszce do pieczenia, kroję na 6 równych kwadratów.
Jabłka obieram ze skórki, kroję w średnią kostkę. Dodaję skórkę z cytryny, żurawinę i rodzynki, płatki migdałowe, cukier kokosowy i cynamon. Mieszam.
Na środku ciastka kładę sporą łyżkę nadzienia, kładę na wierzch również niepełną łyżeczkę konfitury. Postępuję tak z następnymi ciastkami.
Na ciastkach układam drugi płat ciasta, równo dzielę na 6 części, zlepiam brzegi. Wierzch smaruję mlekiem, posypuję brązowym cukrem i migdałami. Ciastka piekę około 20 minut w 190 stopniach.
Po upieczeniu posypuję odrobiną cukru pudru.