W moim życiu same zmiany. Za dużo się dzieje i zaniedbuje wiele rzeczy, w tym blogowanie.
Z tych najciekawszych nowości - powiększyła się nam rodzinka :) O dwa małe, czarne jak sadza kocurki! Dostały imiona Zdrapek i Poharatka :) To żywe srebra znalezione przez mojego psa na polu jako kocie niemowlęta, głodne i zakleszczone. Pierwsze tygodnie "bawiłam" się w karmienie ich przez butelkę, ale teraz już jedzą zupełnie samodzielnie. Początkowo mieliśmy im znaleźć dobry dom, ale jak to zwykle bywa, zakochałam się w nich ekspresowo i już o oddaniu nie było mowy :)
Teraz za to każda czynność w domu ma dodatkowych uczestników :) Nie mogę w spokoju nic zjeść, ani nawet umalować się rano.
Zrobienie zdjęcie bez kota w kadrze też nie jest wykonalne.
Na śniadanie za to dzisiaj nie było nic wyszukanego. Chai z nowym mlekiem: ryżowo - orzechowo - migdałowym z Rice Dream. Pycha! Do tego parówki Polsoja, pomidory ze śmietaną owsianą, bazylią i pieprzem cytrynowym oraz zapiekany chlebek. Wystarczyło, żeby się najeść.
Byłam też w Wiedniu, który jest moim miastem marzeń i tam naładowałam baterie na kolejne pół roku.
Zweigelt <3
Moomin tez ma się dobrze. Jest pełny energii jak zawsze i czasami nie nadążam za nim ;)
Mam nadzieję, że wreszcie będę miała okazję powrócić do regularnego blogowania i pokazać Wam jakieś fajne potrawy. Na razie jednak to wszystko pozostaje w fazie życzeń :/