Jest już po Mikołajkach, ale dopiero dzisiaj mam chwilę, żeby usiąść i napisać post. Chociaż moje Mikołajki były opóźnione o jeden dzień, to jednak bardzo udane. Głównym powodem tego stanu była wizyta w Berlinie i zakupy wypełniające lodówkę po brzegi :) Na potrawy świąteczne jestem ustawiona :D
Jedzenie w kawiarni przy Veganz jak zawsze pyszne. Zastanawiam się na fenomenem tych kanapek. Zawsze najadam się jedną tak, że nie mam potem siły na nic innego... serniczek prawie wmusiłam w siebie ;P
Poza jedzeniem był nalot na Rossmanna i zakupy produktów Alterra, których nie mogę dostać u siebie :)
Dzisiejsze śniadanie - serek z orzechów nerkowca. Ma dziwnie szary kolor, ale jest bardzo smaczny!
Z pomidorkiem na chlebie był bardzo fajnym śniadankiem.
Do picia na wypróbwanie wzięłam kawę zbożową z nutą wanilii.
Idealnie skomponowała się z mlekiem ryżowo-migdałowym i piankami marshmallow (nie muszę dodawać, że w wersji vegan, prawda?) <3
A dzisiaj na obiad mój Mąż zrobił swoje słynne ziemniaczki z pesto, zapiekane z "serem" Daiya Cheddar.
Palce lizać :)
A co dobrego Wam przyniósł Mikołaj? ;)