
O tej książce mówią wszyscy. Machina reklamowa pędzi niczym Pendolino. Splendoru dodaje rekomendacja mistrza tego gatunku literackiego, mianowicie sam Stephena Kinga. Bardzo rzadko ulegam takim hitom, ale nadarzyła się okazja pożyczyć tę książkę, więc z samej ciekawości ją przeczytałam.
Szczerze, to nie wiem czy bym ją przeczytała do końca, gdyby nie fakt, że wszędzie grzmiano o zaskakującym zakończeniu. Czytając cały czas kombinowałam kto jest mordercą. Nie zrobię Wam tego i nie powiem, spokojnie, ale całą książkę uważam za przereklamowaną. Nie, nie jest zła, ale nie jest też dobra, przeciętna, porównałabym do seriali jakim raczy nas AXNcrimie, każdy odcinek wydaje się taki sam. Ma dobre tempo, ale to raczej taki nasz polski pośpieszny rozpędza się przez 15 minut po czym stoi na stacji 30, bo czeka na spóźniony pociąg z przeciwnego kierunku. Uważam, że autorka za bardzo ją skróciła, bo śmiało mogła rozwinąć wątek samego mordercy, mógłby z tego być ciekawy rozdział, bo ksiązka pisana jest na kształt dziennika kilku bohaterów, a może będzie jak w przypadku „50twarzy Greya” spojrzenie od drugiej strony, czyli część 2,3,4,? Nie jestem też obiektywna, bo nie przepadam za thrillerami ani kryminałami, dla mnie takie książki nic nie wnoszą poza tanią rozrywką, a mi książka musi zrobić coś, dać do myślenia, pogłębić jakąś wiedzę itp.
Podsumowując, jest to książka na maksymalnie dwa popołudnia, czyta się szybko, o i taka doczytania w pociągu, gdzie nie można się za bardzo skupić bo trzęsie, bo sama książka wami nie wstrząśnie.