Na początku chciałam Wszystkich komentujących poinformować
o znikających komentarzach pod ostatnim wpisem z gołąbkami.
Nie wiem co się dzieje, ale ja nic przy tym nie majstrowałam.
Pisałam już do G+ może jakoś się wyjaśni.
Opracowanie tego przepisu zajęło mi trochę czasu.
Przejrzałam wiele przepisów, przeanalizowałam skład i smak tych sklepowych.
Wyobraźcie sobie jak siedzę nad jednym cukierkiem i okruszek po
okruszku analizuję smak każdego źdźbła.
Po pierwsze co mi się rzuciło na kubki smakowe to orzechy....
a więc tych w przepisie jest sporo.
Niektóre przepisy zawierały uwagi, że cukierki są dla fanów mleka w proszku,
i ta tego chciałam uniknąć. Tam prym mają wieść orzechy....
Było też masło, tylko po co?
Skoro będą orzechy, a te to też przecież tłuszcz.
2 szklanki orzeszków ziemnych niesolonych
szklanka mleka
szklanka mleka w proszku
15 suszonych daktyli
3 łyżki kakao
płaska łyżeczka rozpuszczalnej kawy
10 ciastek zbożowych
Polewa:
tabliczka czekolady ( u mnie gorzka)
2 łyżki mleka
łyżka oleju
Daktyle kroimy na trzy - cztery części.
Zagotowujemy mleko, rozprowadzamy w nim kakao, kawę i takim płynem
zalewamy daktyle. Zaparzone kakao jest bardziej intensywne w smaku,
a kawa jeszcze bardziej podkręca ten smak.
Odstawiamy do całkowitego ostygnięcia i lekkiego rozmoknięcia daktyli.
3/4 orzechów miksujemy na krem, resztę odkładamy na bok.
Do zmiksowanych orzechów wlewamy mleko z daktylami i miksujemy.
Następnie partiami wsypujemy mleko w proszku
i miksujemy aby nie było żadnych grudek.
Ciasteczka kruszymy i dodajemy do masy cały czas miksując.
Ja dałam ich 10, ale jakbym miała więcej też by poszło.
Resztę orzeszków siekamy nożem na drobno i mieszamy już za pomocą
łyżki z gotową masą. Te orzeszki mają być wyczuwalne i widoczne w cukierkach.
Gotową masę odstawiamy na godzinę, aby ciasteczka które pełnią rolę zagęstnika
namokły i ściągnęły wilgoć.
Zwilżonymi w wodzie dłońmi formujemy kulki, które następnie kąpiemy w
rozpuszczonej czekoladzie.
Odstawiamy do stężenia w chłodne miejsce. Póki stoją na zewnątrz, są błyszczące.
Gdy wstawimy do lodówki tracą swój połysk, ale to jedyna ich wada. :)
Ale i tak są grzechu warte.
Nie powiem że smakują jak sklepowe, albo że są lepsze.
Tym z masowej produkcji nie dorównamy, ale przecież nie o to chodzi
aby być czyjąś kopią. Możemy się tylko inspirować.